2018-05-05

Islandia

Jeszcze nie jestem pewien czy podróżując po Islandii polubiłem ten kraj, czy może zawiodłem się, bo oczekiwania były bardzo jasno sprecyzowane i nie każde udało się osiągnąć.

Wszyscy, którzy wracali stąd po kilku dniach jazdy samochodem wokół wyspy, nie mogli uspokoić ohów i ahów nad wspaniałością tutejszej natury. Choć narzekali na klimat, wszystko rekompensowały im widoki. Otwarte przestrzenie, fantastyczne góry, lodowce, zatoki i klify.

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że otwarte przestrzenie są dużo ciekawsze w Australii czy Ameryce, góry znacznie wyższe w Nepalu, lodowce piękniejsze na Spitsbergenie, a bardziej zapierających dech w piersiach zatok i klifów niż te Norweskie chyba nie znajdziemy. Czym zatem ujmuje Islandia, skoro nie może się równać z innymi fantastycznymi miejscami? ...bo tutaj jest to wszystko, choć w mniejszej dawce.

Jeśli ktoś pogodzi się z tym, że podczas tutejszego lata, temperatura spadnie poniżej zera, jeśli na jego samopoczucie nie wpływa fakt, że w ciągu 5 minut przeżyje ogromny deszcz, jeszcze większy huragan, opady śniegu a na koniec wyjdzie słońce to może jest to idealne miejsce na spędzenie choć tygodnia. To miejsce, do którego nie można przygotować jednego opisu i najlepszej recepty na jego poznanie, bowiem każdy kolejny dzień przynosi zupełnie inną rzeczywistość, którą w znacznej mierze kreuje właśnie pogoda.

Dla mnie ten mały kraj usłany wulkanami o wielkości połowy Polski jest ciekawy z innego powodu. Jest czymś w rodzaju wyzwania dla człowieka. Jest idealny dla tych, których podziwiałem kiedy rozstawiali swoje namioty na wulkanicznej ziemi przy wietrze, który nie pozwalał nawet na jazdę samochodem. Dla tych, co zanim jeszcze te namioty rozłożyli jechali w deszczu i chłodzie wiele kilometrów na swoich rowerach. Dla tych którzy chcą spróbować swoich sił jedząc najbardziej trującego rekina świata, który jest przysmakiem tutejszej ludności, czy w końcu dla tych, którzy nigdzie tak jak tutaj nie mogą obserwować wielorybów wpływających na kolejną przekąskę do jednej z wielu zatoczek wyspy.

W zimie Islandia jest rajem dla poszukiwaczy zorzy polarnej, w lecie wielką wanną dla wszystkich, którzy chcieliby zarzyć gorącej kompieli w innej scenerii niż widok własnej łazienki, niekiedy z domieszką siarkowych perfum, których osobiście nie jestem w stanie polubić.

I jeśli to wszystko tobie nie przeszkadza, to w zamian za trudy, możesz cieszyć się przebywaniem w jednym z najszęśliwszych państw świata, w którym nie tylko dzieci wierzą w elfy, ale również w to że ich przodek dopłynął do Ameryki już 500 lat przed Kolumbem.

I choć nie nauczyłem się wymawiać choćby jednej nazwy islandzkiego wulkanu czy miasta, choć nie udało mi się spotkać maskonura, bo sezon na ich oglądanie się skończył lub jak kto woli odpowiedni jeszcze nie nadszedł, to wyjeżdżam stąd z głową pełną widoków i świadomości, że człowiek potrafii osiedlić się wszędzie.

Podyskutujmy...

Czekam na wasze opinie i sugestie. Podziel się nimi ze mną. Nie wstydź się.