PATRZĄC Z GÓRY NA RADŻASTAN

Ogromny balon, lecący niekiedy kilka metrów nad ziemią, wszędzie na świecie budzi wielkie emocje. Potwierdza to Francesco - pilot, który zabierał turystów na przeloty balonem w wielu krajach. Ale tylko w Indiach powietrzny potwór wzbudza tak wielki entuzjazm bez względu na porę roku czy dnia, a jego pojawienie się jest wielką atrakcją dla mieszkańców.

Tuż przed wschodem słońca samochody terenowe przywożą chętnych, którzy za chwilę wsiądą do balonowego kosza. Niewielkie stoliki zastawione są termosami z kawą i herbatą. To prowizoryczna kawiarenka dla pilotów i pasażerów. Obok, hinduscy pomocnicy stawiają do góry dwa ogromne balony, tłocząc do nich ogrzane powietrze. Obydwa rosną aż osiągną po 25 metrów średnicy. Trzy tysiące metrów sześciennych powietrza po podgrzaniu do kilkudziesięciu stopni potrafi unieść ciężar bliski tonie. W drodze wyjątku mogę wejść od środka. Wejście do wnętrza czaszy, jeszcze kiedy spoczywa ona na ziemi, to pierwsze nie lada przeżycie tego ranka.

Poprzedniego dnia mój lot został odwołany. Przyczyną była zła pogoda. To pilot podejmuje ostateczną decyzję o tym, czy start się odbędzie czy nie. Wielkie balony nie mają napędu. Kierunek, w którym lecą, podyktowany jest przez wiejący wiatr, którego siła nie może przekroczyć około 15 km/h. Loty odbywają się o wschodzie lub zachodzie słońca, kiedy to prądy powietrzne są stosunkowo najmniejsze. Dzisiaj wiatr jest na szczęście niewielki.

Siedzę już w koszu, a za moment oglądam czubki głów zgromadzonych na ziemi ludzi. Balon płynnie nabiera wysokości. Świat, oglądany z pewnej perspektywy, wydaje się być ciekawszy, większy. Już wiem, że wschód słońca podziwiany z wnętrza niewielkiego kosza będzie inny niż wszystkie wcześniejsze wschody słońca, które widziałem.

Francesco opowiada gdzie latał, co widział, ale za każdym razem na koniec opowieści powraca do Indii. To tutaj najmilej się lata. To tutaj ludzie tak naturalnie reagują. Nie rozumieją zasad na jakich można latać balonem, ale z natury pogodni, cieszą się gdy widzą przelatującego potwora z nami w środku. Lecimy tuż nad nimi. Dzieciaki długo biegną naszym śladem, machają rękami. Śmieją się i krzyczą „ haaaallo". Jakaś kobieta, trzymając filiżankę w dłoni, zaprasza nas gestem na kawę do siebie. Trochę dalej mężczyzna wszedł na dach swojego domu na poranną toaletę. Ręką ze szczotką do zębów też macha. Wszyscy machają. Z zainteresowaniem śledzą nasz przelot nawet krowy, które w tym celu odrywają się od porannego posiłku. Tu nikt o szóstej nad ranem już nie śpi. Życie toczy się pełną parą. W ślad za nami podążają również samochody terenowe, te same które przywoziły turystów. Kierowcy muszą być czujni ponieważ nigdy do końca nie jest określone miejsce lądowania balonów. Słońce podnosi się coraz wyżej. A my wciąż lecimy.

[ 1434 ]